sobota, 19 marca 2016

Rozdział 5 ,,Spóźniony''

- Nie dąsaj się! - Uśmiechnęła się z wysiłkiem. Na pierwszy rzut oka ten uśmiech był przekonujący, ale jeśli ktoś przyglądał mu się dłużej niż chwilę, zauważał, że nie był on prawdziwy. Mia, zdezorientowana sytuacją, nie zauważyła tego istotnego faktu i zaufała Riki. Czerwonowłosa szła za koleżanką w skupieniu, chłonąc każde wypowiedziane przez nią słowo. Dowiedziała się, że codziennie o osiemnastej odbywają się treningi pod kontrolą Leona. Mają one na celu wyćwiczenie różnych istot walki, ale bez użycia nadprzyrodzonych zdolności. Riki przekonana była, że ich śmierć ma być spektaklem, wielkim widowiskiem. Dopiero teraz dotarło do Mii, jak blisko jest własnego końca. Nagle zapomniała jak się chodzi, mówi, oddycha. To nie jest żart! - Jak do tej pory podświadomie myślała. Czuła niepokój z każdym kolejnym krokiem, a towarzyszył jej także nieprzyjemny gorąc. Już prawie osunęła się na ziemię,  kiedy stanęła przed nią Kolda. Jej spojrzenie było zimne, jakby szklane, i nieruchome jak zawsze. Zdawało się, że patrzyła prosto w oczy przeciwniczki, jednak prawie nie dostrzegalne jej spojrzenie skręcało gdzieś w bok. Nie była to słabość, nie był to strach, ale silniejsza od niej potrzeba samotności. Nie bała się śmierci, bo nie miała nic do stracenia. Całą tą sytuację traktowała jako grę. A w grze każdy chce wygrać. Gra o życie... to będzie prawdziwe piekło.
      - Umrzesz z moich rąk. Myślisz, że masz jakąkolwiek szansę żeby wygrać?- Jej słowa były płynne i wyraźne.  Właśnie nimi chciała zniszczyć jakąkolwiek nadzieję Mii na zwycięstwo. Najwyraźniej było to pytanie retoryczne ponieważ Kolda odeszła zanim Mia zdążyła odpowiedzieć.
      - Nie martw się, ona wszystkich tak straszy. - Wyszeptała Różowowłosa, jednak nie doczekała się jakichkolwiek sygnałów ze strony koleżanki, która pogrążyła się w myślach. 
***
17:53 

Mia przebierała się w wygodne ciuchy na trening, traktując go bardzo poważnie. W głowie zrobiła sobie plan budynku, tak na wszelki wypadek... uczestnicy igrzysk mają do dyspozycji dwa piętra. Na pierwszym jest kuchnia razem z pomieszczeniem do ćwiczeń, a na drugim ich pokoje. Stalowe drzwi na końcu jadalni stanowią jedyną drogę ucieczki, ale same w sobie są wielką przeszkodą. Nie ma mowy o przedostaniu się przez nie. Rozważania te nie trwały długo, bo chwilę później Mia razem z Riki zbiegły na dół. Stanęły obok siebie w równym rzędzie, który składał się już z 9 osób. Spóźnienia są tutaj srogo karane. 
Chwilę później przyszedł Leon. Jego obecność sprawiła, że na twarzach wielu wybranych zagościł strach. Wszyscy uważnie słuchali kiedy ten odczytywał reguły szkolenia, a następnie sprawdzał obecność. Brakowało tylko jednej osoby - Luka, który wbiegł jednak chwilę po odczytaniu jego nazwiska... w piżamie. 
     - Kurwa.- Szepnął cicho brunet. Wszystko  wydawało się komiczne, na buzi innych po raz pierwszy od dawna zagościł uśmiech, szkoda tylko, że przez krótką chwilę. Leon podszedł do Luka i z całą swoją siłą uderzył go w twarz. Chłopak pewnie by się bronił, gdyby nie bariera blokująca jego nadprzyrodzone moce... w walce wręcz nie miał szans. Ciosy Leona stawały się coraz brutalniejsze, nikt jednak nie próbował zatrzymać rozwścieczonego nauczyciela. 
,,Niech ktoś coś zrobi. On go zabije.''
,,Dlaczego wszyscy są obojętni na jego cierpienie?'' - Te myśli podziałały na Mię jak kubeł zimnej wody. Odruchowo krzyknęła:
     - Już mu wystarczy!.
     Trener osiągnął maksimum zdenerwowania.  Jak ktoś śmie mówić mu żeby przestał? W ciągu paru sekund znalazł się obok dziewczyny i ją uderzył. Najpierw w twarz, potem w brzuch. Rzucił ją tak, że wylądowała pod nogami Luka opartego o drewniane szczeble. Czerwonowłosa z trudem podniosła się z ziemi, zauważając, że trener bierze do rąk jeden z bambusowych kijów, które przygotowane były do treningu.
     Dwoje dzieciaków to dla niego żaden przeciwnik. Uczestnicy tego zdarzenia stali jak zamurowani, bali się zrobić jakikolwiek ruch.
,,Nikt nie ma prawa być tak traktowany" - dręczyła  się Czerwonowłosa.  Adrenalina sprawiła, że  obroniła się przed ciosem trenera i wymierzyła mu siarczysty policzek w twarz. Mężczyzna był zaskoczony, jednak nie było to rozsądne posunięcie ze strony Mii. Zachęciła tym Leona do dalszego działania. Kolejne uderzenie... w nastolatce coś pękło. Jej oczy zabłysnęły wściekłą czerwienią, a wokół niej i Luka pojawiła się ognista kula tworząca tarczę, wyglądała jak kopuła, a miała około 150 centymetrów wysokości i nieco więcej szerokości.
Klęczeli... w środku było dużo tlenu, a temperatura była w normie. Zaprzeczało to prawom biologii, a jednak istniało. Jedno było pewne; Mii udało się złamać potężną barierę Leona...
~Sagiri

sobota, 30 stycznia 2016

rozdział 4 "Różowa"

Nie martw się, on zawsze jest taki sztywny i poważny. - Rozległ się przyjazny kobiecy głos. Oczom Mii ukazała się dziewczyna o bladej cerze, z różowo pastelowymi włosami. Nastolatka z uśmiechem podeszła do czerwonowłosej i podając jej rękę przedstawiła się:
    -Jestem Riki. Serdecznym wyrazem twarzy dodała otuchy brązowookiej.
    -Mia- i odwzajemniła uśmiech.
     Luke w tym czasie wyminął dziewczyny z pogardliwym wyrazem twarzy i zszedł po schodach.
    -miło poznać sąsiadkę. Radośnie powiedziała Riki, -jestem obdarzona audiokinezą, a Ty jaką masz moc ? -dodała zaciekawiona, czekając na odpowiedź Mii.
Chwila ciszy. W głowie czerwonowłosej rodzi się pytanie -"przecież ja nie mam mocy, nie potrafię nic szczególnego. Co odpowiedzieć? muszę wybrnąć jakoś z tej sytuacji...
     W ten, przechodząca dziewczyna obok, popchnęła Mię, nastolatka straciła na chwilę równowagę.
To była Kolda, z opryskliwym spojrzeniem, poszła dalej.
      Mii się upiekło, bo tuż za nią pośpiesznie w ciszy przeszły 3 osoby. Mia pytająco spojrzała na Riki. Dziewczyny poszły za tłumem.
Różowo włosa zaczęła nucić coś pod nosem. Mia w zamyśleniu nad pytaniem Riki, szła za resztą. 
Ocknęła się gdy dotarli do stołówki, jasne lodowate światło odbijające się od białych płytek posadzki, dało poczucie zmiany otoczenia. Dziewczyna przestała myśleć. Rozglądnęła się skupiając uwagę na ilości osób. Było 10 ludzi łącznie z nią, plus strażnik stojący przy jasnych, matowych drzwiach, poobijanych jak po jakiejś bijatyce. Ściany stołówki, białe, z brudu gdzie nie gdzie przypominały odcień beżowy. Z sufitu odpadał tynk, a stoliki okrągłe dwu i trzy osobowe jak i krzesła były metalowe...
Sięgnęła po tackę i ustawiła się w kolejce. Przed nią stała Daisy.
-nie bierz tej zielonej mazi, jest okropna-powiedziała niebiesko włosa. Polecam to - dodała wskazując palcem coś w kolorze purpury. Dziewczyna nałożyła purpurowe pożywienie i poszła do jednego ze stolików. Miła wzięła to samo i poczekała na Riki dalej nucącą jakąś pieśń. We dwie poszły do stolika w rogu.
     Mia ostrożnie skosztowała dania, zasmakowało jej. Dziewczyna cały czas miała wrażenie że ktoś ją obserwuje, każdy jej ruch, odkąd weszła na sale. Nastolatka od razu po szybkim zjedzeniu posiłku rozejrzała się po pomieszczeniu szczególnie zwracając uwagę na twarze ludzi. Ale każdy był zajęty jedzeniem, poza strażnikiem pilnującym spokoju na sali... Tak! To on na nią patrzył cały czas. Mia przyjrzała się mu dokładniej. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z zielonymi oczami. Ich spojrzenia się spotkały, a dziewczyna poczuła sympatyczne ciepło. Po czym odwróciła się, ale niewytrzymała długo. Zerknęła na niego jeszcze raz, "chyba się uśmiechnął"- powiedziała do siebie w myślach. Z uwagi na to iż miał chustę na ustach nie miała pewności. Ale uśmiechnęła się, patrząc w jego oczy które przypominały zieloną polanę, dając błogi spokój. Czuła też że i on coraz więcej widzi w jej oczach. Przerwała zatem to nieznane jej zjawisko, odwracając się w stronę Riki. Czerwono włosa analizowała to niespotykane zajście. Ogarnęła ja masa pytań "Czyżby to wysłannik Leona? a może kosiarza? Czyżby miał niezbadaną moc w spojrzeniu? Czyżby czytał w myślach? A może zmieniał wspomnienia? chciał sprawdzić czy jestem podatna na jego moc? może Riki specjalnie została do mnie podesłana, bo chcą mnie poznać i wszystko o mnie wiedzieć! Ale ten spokój... był dobry, nie możliwe by zastosowany był w celu złamania mnie. Ale jeśli to straszny podstęp! Koniec,  nikt się nic o mnie nie dowie. Muszę na wszelki wypadek unikać go i jego wzroku. Jej tok myślenia przerwał przyjazny głos siedzący obok.
-Mia, mamy teraz trochę czasu dla siebie przed treningiem, planujesz jakoś wykorzystać ten czas?- Spytała Riki.
-Nie, nie mam planów- odpowiedziała czerwonowłosa.
-To świetnie!- radośnie dodając -jak chcesz mogę co nie co, Ci tu pokazać, zawsze to lepsze niż siedzenie i nic nie robienie- oznajmiła różowo-włosa.
-Z chęcią pozwiedzam- odparła Mia. Dziewczyna z spokojem zaczęła myśleć racjonalnie,a jej domysły znikły jak bańka mydlana.
-Skocze jeszcze tylko po bluzę do pokoju- powiedziała Riki, dając także znak żeby poszła z nią.
Nastolatki podniosły tace z pustymi miskami, i odniosły na wyznaczone miejsce.
     Po chwili brązowooka siedziała na tapczanie Riki, która szukała bluzy.
    -Rikiii, a to nie jest tak, że przeżyje tylko jeden uczestnik?- spytała Mia.
   -Owszem.-różowo włosa przestała szukać bluzy zastygając w pozycji, mówiąc:
    - pewnie masz mnie za stukniętą że mówię Ci jaką mam moc, zapewne uważasz że wyjawianie wrogowi swoich atutów brzmi jak samobójstwo...- dziewczyna wróciła do poszukiwań zguby.
-Nie, skądże! nie biorę Cię za stukniętą, po prostu zadziwia mnie Twoja radość, mimo całego otoczenia. To w końcu walka o życie-przetrwanie! - odparła Mia.
-Tak, ale...- tu w głowie nastolatki pojawiła się myśl "wiem coś czego Ty nie wiesz" już miała wypowiedzieć te słowa, ale się rozmyśliła..., w końcu nie mogła tego nikomu mówić.
     Chwilowa przerwa w głosie Riki zaczęła zastanawiać brązowooką.
-Znalazłam!- wykrzyknęła różowo włosa, dodając - Możemy już iść.
dziewczyna ubrała bluzę, i w raz z Mią wyszły z pokoju.
     W głowie Mii rodziły się pytania " co chciała powiedzieć?" , "czy ja o czymś nie wiem?".  I tak jak szybko bańki mydlane znikają tak i również szybko się pojawiają. Dziewczyna znów zaczęła myśleć o sytuacji w stołówce. Zaczęła mieć wątpliwości, i wyobrażała sobie najgorsze scenariusze. Jednak jej myśli przerwał pełen energii głos Riki.


~ Himiko

niedziela, 24 stycznia 2016

rozdział 03 ,, Luke"

    Drzewa iglaste delikatnie tańczyły na wietrze. Każde z nich szczyciło się innym odcieniem zieleni, dodając uroku tutejszemu lasowi, który widziany z góry stanowił piękny widok. W koronach drzew kryły się nowe odmiany ptaków,  których Mia nie widziała nigdy wcześniej.  ich śpiew koił stargane nerwy dziewczyny, chociaż słyszała je tylko przez chwilę. Krajobraz zupełnie nie budził grozy, jak ten widziany wcześniej. Wydawał się za to wyrwany z bajki. Zupełnie nie pasował do okropnych zdarzeń, które miały tu miejsce.
    Po dotarciu do zamku Mia starała się oczyścić swój umysł. Emocji w jej głowie było jednak za dużo.  Informacje, które usłyszała nie znalazły jeszcze swojego miejsca. Nie umiała ich poskładać w spójną i logiczną całość. Czerwonowłosa stała w dużym holu, w ogóle nie zwracając uwagi na bogate zdobienia. Jej uwagę przykuły jedynie czerwone dywany oraz obrazy olejne  wiszące na ścianach, które przedstawiały ludzką zagładę. Zdominowanie ludzi, słabej rasy przez kościste,skrzydlate stworzenia. Wszystko utrzymywane było w ciemnych barwach. Spostrzeżenia dotyczące obrazu przerwał jednak głos mężczyzny.
    - Chodź. - powiedział Leon, szarpiąc dziewczynę za nadgarstek. Zaprowadził ją na czwarte piętro zamku, gdzie wiało jedynie chłodem.
Tam znajdowało się dziesięć pokoi, każdy był ponumerowany. Mia zajęła ostatni, dziesiąty pokój. Leon zamknął jej ,,więzienie" złotą kartą z wygrawerowanym ,,L", a następnie zostawił ją samą sobie. Ściany były w okropnym stanie. Walił się z nich tynk, a w prawym górnym rogu sufitu znajdowała się pleśń. Łóżko było niewielkie, jednak leżąca na nim pościel była świeża i miała przyjemny, cytrusowy zapach. W pokoju znajdowała się jeszcze wentylacja oraz szafa. Mia jednak jej nie otworzyła. Zmęczona padła na łóżko i zasnęła, marząc aby był to tylko zły sen.
    Parę godzin później drzwi od jej pokoju otworzyły się mechanicznie, z przeraźliwym piskiem. Nastolatka natychmiast zerwała się z łóżka, ale nic poza tym się nie wydarzyło. Rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu i dostrzegła otwartą szafę, a w niej ubrania na każdą porę roku. Niepewnie wstała z legowiska i zgarnęła bieliznę, biały podkoszulek a na to skórzaną kurtkę. Spodnie zachowała swoje. W pomieszczeniu znajdowały się także drugie drzwi, których Mia wcześniej nie zauważyła. Okazało się, że była to łazienka. Stamtąd wyszła już gotowa. Nabierając niebywałej siły psychicznej oraz chęci przetrwania, opuściła bezpieczne 4 ściany i szła wzdłuż korytarza. Nie traciła czujności. Gdy usłyszała szelest odrazu odwróciła się w stronę jego dźwięku. Jej oczom ukazał się wysoki brunet z zadziornym uśmiechem. Był on umysłoznawcą, o czym nikt nie wiedział. Była to jedna z najniebezpieczniejszych mocy. Gdy ktoś o nim pomyślał - mógł wiedzieć co. Wiedział kiedy ktoś kłamał lub mówił prawdę. Czuł co robi dana osoba oddalona od niego o pięćdziesiąt metrów.
    Ich spojrzenia spotkały się, a głębia jego ciemnych oczu urzekła ją.
    ,,Kim on jest?Wróg czy przyjaciel?  Ile tu jest? Ile wie?" - Usłyszał myśli Mii.
    - Luke.  Tyle Ci powinno wystarczyć- powiedział z opanowaniem. Sam był tu już dwa miesiące. Wiedział wszystko. Wiedział też, że nie może się z nikim zaprzyjaźnić. I tak wszystkich czeka śmierć. A on chciał żyć.



~ Sagiri

wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 2 ,, To będzie koszmar ''

   Ciało Mii bezwładnie leżało na kamiennej posadce w całkowitym omotaniu. Przerażona beznamiętnie patrzyła się ku osmolonemu sufitowi. Wokół panowały niesterylne warunki. Na czarnych, jak bezgwiezdna noc ścianach, widoczna była krew, która spływała po nich obficie, w powietrzu unosi się odór gnijącego mięsa, Mia jest przerażona. Scenografia niczym z horroru, historia tego miejsca owiana była najciemniejszymi legendami.
   Chwilę później usłyszała nie ludzki, psychopatyczny śmiech. Czując adrenalinę podniosła się i odsunęła od źródła dźwięku, dobiegającego z lewej strony lochu. Tak, to był loch. Zaśmiała się rozpaczliwie, wycierając z czoła zimny pot. Idąc wzdłuż ściany przewróciła się na czymś, a może raczej na kimś. Był to człowiek... widoczne były rany kłute chociaż ciało było spalone. Dlatego sufit był osmolony...
- Sprawca działał bez litości, jakby z powieści grozy- pomyślała. - Za wszelką cenę jego losu nie podzielę
   Pod krtanią poczuła uczucie ucisku. Nie mogła wydusić żadnego dźwięku. Nawet krzyku. Przed jej oczami pojawił się zarys postaci, wyostrzający się z każdą kolejną sekundą. Czarna szata - twarz zasłaniał wielki kaptur. Kościste, białe dłonie pozbawione skóry, trzymały wielką, straszną kosę. Mroczny Kosiarz, personifikacja śmierci. To właśnie on pozbawił nastolatkę ziemskiego ciała.


 ,, Dnia piątego wyliczanki naszej, 
   płomień dokończy układankę,
       w świecie śmierci stoczy walkę.
Dziesięć dusz czystych 
Ona - z mocami diabła,
Tylko jedna nie będzie
martwa. '' 

Słowa zatrute jadem. Czerwonowłosą przeszył dreszcz. Czy to ona ma moce diabła? Kto umrze? Nowe myśli kłębiły się w jej myślach, a w pamięci wyryły słowa Kosiarza. Zamaskowana postać wyciągnęła ku Mii dłoń, a chwilę później pojawił się nad nią niewielki obraz. Była tam ona, w szpitalu. Parametry życiowe słabły, a jej życie podtrzymywała aparatura. Obok łóżka siedziała zapłakana matka mówiąca słowa, których dziewczyna nie słyszała. Podświadomie czuła jednak, że ją przeprasza. Może zrozumiała swoje winy? Może chce wszystko naprawić? Bo przecież każda matka kocha swoje dziecko, ale w tym wypadku inaczej. Wydawało się, że ona po prostu nie lubi swojej córki, przez co Mii zawsze pękało serce. To prawda, atmosfera w jej domu zawsze była pełna goryczy, niechęci do jej osoby, że nieraz, dawniej myślała o samobójstwie - bo nie ma chyba nic gorszego niż nie kochająca Cię matka, która zawsze jest przeciwko Tobie. Gdy kącik ust Mii lekko podniósł się w zarysie uśmiechu, obraz uległ zmianie. Przedstawił jej ojca, który w przeciwieństwie do swojej żony, wcale się nie zmienił. Nie zdziwiło to dziewczyny. Dwa cuda naraz to za dużo.
   Obraz zniknął, a zza dziewczyną pojawiło się przejście do innego wymiaru. Nastolatka usłyszała myśli Kosiarza: ,,Kraina Śmierci ''. To o niej przed paroma minutami wspomniał. Wiedziała, że ma tam wejść. Mimo, że była przerażona posłusznie wykonała rozkaz. 
Kraina ta budziła nie pokój. Było to miejsce smutku, grozy i rozpaczy. Mieszkańcy owej krainy ciężko pracowali na życie. Mia była pewna, że odwiedzała to miejsce, wiele razy w swoich snach. Czyżby sny te nie były wynikiem narkotyków? 
    W towarzystwie Kosiarza, niczym zniewolona delikatnie unosiła się, wciąż poruszając się do przodu. Mia chłonęła każdy obraz, podejrzewając, że informacje te przydadzą jej się w niedalekiej przyszłości. Wszystko było szare, a gęsta mgła dodawała grozy. Budynki były stare. Jedne, wykonane z drewna. Drugie, wykonane z bloczków z betonu komórkowego.
 ( poglądowo )

( poglądowo )


Znów ukazał jej się portal. Nie chciała przez niego przechodzić, ale nie miała wyboru. Głęboko w duchu obiecała sobie, że już nigdy w życiu nie dotknie więcej narkotyków. Była przekonana, że to ich wina. Gdyby tylko wiedziała jak bardzo się myli. Po ok. dziesięciu minutach znalazła się w ciemnym pomieszczeniu, które oświetlało jedynie małe okno. Stare deski skrzypiały pod jej ciężarem. Ciemnooka odzyskała pełną władzę nad swoimi kończynami, a śmierć w dziwnych okolicznościach zniknęła. Mia dostrzegła, że wokół nie ma żadnych drzwi, którymi mogłaby uciec, a okno jest za małe żeby mogła się w nim zmieścić. Duże, kręte schody to jedyne co rzucało się w oczy. Postawiła niepewny krok i skierowała się w stronę schodów. Im wyżej była tym więcej światła widziała. Czuła, że to dobry znak. Na samej górze znajdowały się zardzewiałe drzwi. Dzięki użyciu stalowej,ocynkowanej blachy odporne są na działanie czynników zewnętrznych.
- Nie da się ich zniszczyć - westchnęła. Chciała się stąd wydostać! To miejsce było przerażające. Zdenerwowana uderzyła w nie pięścią a one się uchyliły. Okazało się, że nie były zamknięte. Powoli przekroczyła ich próg i zobaczyła mężczyznę, który już na nią czekał.  Znajdowali się na dachu, którego krańce zostały zabezpieczone. Obok znajdował się regał z bronią. Czyżby miejsce tortur? Niekoniecznie.
Mężczyzna miał rude włosy i szarobrązowe oczy. Ubrany był w Pancerz Cechu Wilka jakby z gry
 '' Wiedźmin ''
   - Płomień. - Powiedział beznamiętnie. - Co szesnaście lat rodzi się dziesięcioro, niezwykłych ludzi. Obdarzeni są oni niezwykłymi mocami i toczą walkę o życie w Krainie Śmierci. Każdy obdarzony jest inną zdolnością, a najsilniejszy odzyskuje życie i ogłaszany zostaje królem. Jestem Leon i pomogę Ci wyzwolić swoją moc- wygłosił swoją przemowę po czym chwycił za narzędzie przypominające siekierę. Dziewczyna nie zdążyła przeanalizować słów mężczyzny, a została zaatakowana. Ledwie odskoczyła. Leon rzucił w jej stronę bambusowy kij, a drugi zachował dla siebie. Znów ją zaatakował. Zablokowała pierwszy cios jednak pod wpływem siły mężczyzny przewróciła się.  Ten uderzył ją w brzuch, tak, że kij się złamał. Mia odkaszlnęła i zwijając się z bólu straciła poczucie przestrzeni. Mężczyzna wymienił wadliwy model i stanął nad dziewczyną. Za włosy pociągnął ją ku górze, a do ręki wsunął kij, który wypadł jej chwilę wczesniej z rąk.
- Zabiję Cię jeśli będziesz tak leżeć - powiedział poważnie, przystępując do ofensywy. Pierwszy cios - podkoszenie. Dziewczynie udało się skoczyć i spróbować zaatakować. Szybkość mężczyzny sprawiła, że się obronił. Następnie wycofał się mówiąc : '' beztalencie '' . Biorąc pod uwagę, że zaczęło się ściemniać Leon postanowił dokończyć trening jutro. Machnął ręką, a zabezpieczenia magicznie zniknęły. Kamień po kamieniu zaczęło budować się przejście. Jakby znikąd pojawił się wielki, lśniący i zapierający dech w piersiach zamek w stylu barokowym, jednak mieniący się złotym kolorem.
   Udali się w tym kierunku. Mia nie czuła lęku stąpając po niepewnym gruncie, w omotaniu patrzyła  przed siebie podziwiając piękną budowlę. Była jak zaczarowana. Czuła jednak, że gdy szok minie będzie musiała stawić czoła koszmarowi, który ją czeka. Lęk i niepokój - to uczucia, które jej nie ominął
***
- Poprawiając rozdział starałam się brać pod uwagę wszystkie Wasze uwagi :)

sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 1 ,, Umiesz liczyć? Licz na siebie ''

Mogło by się wydawać, że wiosną, gdy wszystko kwitnie świat nabiera nowych barw, ludzie uśmiechają się, a wokół panuje wielki optymizm.  Były jednak osoby, których pozytywna aura nie dotykała. Jednym z nich była szesnastoletnia Mia Evans.  Dziewczyna dzień w dzień czuła się niepotrzebna, niedoceniana jak powietrze. Była rozdarta... 
Pewnego dnia wzięła dragi, od tego czasu bierze je regularnie. Pomagają jej zapomnieć... poczuć, że wisi w powietrzu. W swoich '' snach '' widziała zupełnie inny wymiar i jego mieszkańców. Mia zawsze chciała podejść do nich bliżej, poznać tamtejszych mieszkańców, ale nie mogła... była tylko obserwatorem. Kolejny dzień, kolejna noc i kolejny '' sen ''. Tym razem ktoś w kółko powtarzał jej imię. Obudziła się w środku nocy.Szloch matki i unoszący odór alkoholu w powietrzu stał się codziennością.Nastolatka nienawidziła swoich rodziców. Ojciec - alkoholik, urządzający nocne libacje alkoholowe, hazardzista będący w stanie sprzedać własną córkę. Udowodniła to jedna sytuacja... sześć lat temu. Kiedy to ówczesna dziesięciolatka leżała w swoim pokoju, przykryta po szyję kołdrą, która dawała złudzenie bezpieczeństwa. Koleżka ojca kolejny raz wygrał z nim w pokera. Ten, nie mając co oddać pozwolił mu zabawić się z własną córką.Dziewczynka krzyczała, a jej mama to słyszała. Bała się męża, nie zareagowała. Żeby krzyki były mniej słyszane zamknęła tylko drzwi od jej pokoju. Zatkała sobie uszy... udając, ze to jej nie dotyczy. W tedy mała Mia zdała sobie sprawę, że może liczyć tylko na siebie i na nikogo więcej. Dziewczynka uspokoiła się, wzięła najcięższą rzecz jaką miała pod ręką i uderzyła napastnika, który obudził się dzień później... 
Po przypomnieniu sobie tej sytuacji po policzku dziewczyny spłynęła słona ciecz, owinęła się kocykiem i próbowała być silna. Do jej pokoju przez uchylone drzwi wdarła się Sonia, psia przyjaciółka Mii. Wilgotny nos suni  dotykający policzka dziewczyny sprawił, ze poczuła ona ukojenie. Sonia była suczką rasy Husky z szarobiałą sierścią, którą uwielbiała gładzić szesnastolatka. W końcu udało się jej zasnąć. Dziewczynę rankiem zbudziły pierwsze promienie słońca powoli wdzierające się przez zasłony do jej pokoju. Oświetlały jej naturalnie szkarłatne włosy, lekko zadarty nos, pełne usta i wyraziste kości policzkowe. Widać było również rzucające się w oczy znamię: płomień na nadgarstku. Nastolatka otworzyła swoje ciemne oczy, a następnie zwlekła się z łóżka i podreptała do łazienki. Ogarnęła swoje niesforne kosmyki, za pomocą prostownicy, lekko umalowała podkreślając oczy i ubrała czarną bieliznę, różowy podkoszulek, a do tego fioletową czapkę, jasne jeansy, a na nogi wsunęła fioletowe trampki. Jako śniadanie wzięła czerwone jabłko i chwytając za torbę wyszła do szkoły. Nie obchodziło ją, która to już lekcja. W drodze do szkoły poczuła mocne kłucie w okolicach nadgarstka, który sie zaświecił na czerwono ! 
'' Przecież dziś nie brałam '' - pomyślała upadając. Jakiś cień... nie widać twarzy, Tylko szatę i kaptur... czyżby w środku nic nie było?  Postać ta wsunęła swą kościstą rękę w klatkę piersiową czerwonowłosej... poczuła przeszywający ból. Następnie szybki ruch Kosiarza i... dusza opuściła młode ciało szesnastolatki. Później już tylko ciemność.  Gdy się ocknęła poczuła mróz. Zimno przeszywało ją całą, a ból narastał. Ciało Mii bezwładnie leżało na kamiennej posadce, a w oczach pojawił się strach... 
                                            CDN
***
Pytania: Chcecie sceny +18? Brutalne/ Erotyczne? 
~ Ogniste