sobota, 19 marca 2016

Rozdział 5 ,,Spóźniony''

- Nie dąsaj się! - Uśmiechnęła się z wysiłkiem. Na pierwszy rzut oka ten uśmiech był przekonujący, ale jeśli ktoś przyglądał mu się dłużej niż chwilę, zauważał, że nie był on prawdziwy. Mia, zdezorientowana sytuacją, nie zauważyła tego istotnego faktu i zaufała Riki. Czerwonowłosa szła za koleżanką w skupieniu, chłonąc każde wypowiedziane przez nią słowo. Dowiedziała się, że codziennie o osiemnastej odbywają się treningi pod kontrolą Leona. Mają one na celu wyćwiczenie różnych istot walki, ale bez użycia nadprzyrodzonych zdolności. Riki przekonana była, że ich śmierć ma być spektaklem, wielkim widowiskiem. Dopiero teraz dotarło do Mii, jak blisko jest własnego końca. Nagle zapomniała jak się chodzi, mówi, oddycha. To nie jest żart! - Jak do tej pory podświadomie myślała. Czuła niepokój z każdym kolejnym krokiem, a towarzyszył jej także nieprzyjemny gorąc. Już prawie osunęła się na ziemię,  kiedy stanęła przed nią Kolda. Jej spojrzenie było zimne, jakby szklane, i nieruchome jak zawsze. Zdawało się, że patrzyła prosto w oczy przeciwniczki, jednak prawie nie dostrzegalne jej spojrzenie skręcało gdzieś w bok. Nie była to słabość, nie był to strach, ale silniejsza od niej potrzeba samotności. Nie bała się śmierci, bo nie miała nic do stracenia. Całą tą sytuację traktowała jako grę. A w grze każdy chce wygrać. Gra o życie... to będzie prawdziwe piekło.
      - Umrzesz z moich rąk. Myślisz, że masz jakąkolwiek szansę żeby wygrać?- Jej słowa były płynne i wyraźne.  Właśnie nimi chciała zniszczyć jakąkolwiek nadzieję Mii na zwycięstwo. Najwyraźniej było to pytanie retoryczne ponieważ Kolda odeszła zanim Mia zdążyła odpowiedzieć.
      - Nie martw się, ona wszystkich tak straszy. - Wyszeptała Różowowłosa, jednak nie doczekała się jakichkolwiek sygnałów ze strony koleżanki, która pogrążyła się w myślach. 
***
17:53 

Mia przebierała się w wygodne ciuchy na trening, traktując go bardzo poważnie. W głowie zrobiła sobie plan budynku, tak na wszelki wypadek... uczestnicy igrzysk mają do dyspozycji dwa piętra. Na pierwszym jest kuchnia razem z pomieszczeniem do ćwiczeń, a na drugim ich pokoje. Stalowe drzwi na końcu jadalni stanowią jedyną drogę ucieczki, ale same w sobie są wielką przeszkodą. Nie ma mowy o przedostaniu się przez nie. Rozważania te nie trwały długo, bo chwilę później Mia razem z Riki zbiegły na dół. Stanęły obok siebie w równym rzędzie, który składał się już z 9 osób. Spóźnienia są tutaj srogo karane. 
Chwilę później przyszedł Leon. Jego obecność sprawiła, że na twarzach wielu wybranych zagościł strach. Wszyscy uważnie słuchali kiedy ten odczytywał reguły szkolenia, a następnie sprawdzał obecność. Brakowało tylko jednej osoby - Luka, który wbiegł jednak chwilę po odczytaniu jego nazwiska... w piżamie. 
     - Kurwa.- Szepnął cicho brunet. Wszystko  wydawało się komiczne, na buzi innych po raz pierwszy od dawna zagościł uśmiech, szkoda tylko, że przez krótką chwilę. Leon podszedł do Luka i z całą swoją siłą uderzył go w twarz. Chłopak pewnie by się bronił, gdyby nie bariera blokująca jego nadprzyrodzone moce... w walce wręcz nie miał szans. Ciosy Leona stawały się coraz brutalniejsze, nikt jednak nie próbował zatrzymać rozwścieczonego nauczyciela. 
,,Niech ktoś coś zrobi. On go zabije.''
,,Dlaczego wszyscy są obojętni na jego cierpienie?'' - Te myśli podziałały na Mię jak kubeł zimnej wody. Odruchowo krzyknęła:
     - Już mu wystarczy!.
     Trener osiągnął maksimum zdenerwowania.  Jak ktoś śmie mówić mu żeby przestał? W ciągu paru sekund znalazł się obok dziewczyny i ją uderzył. Najpierw w twarz, potem w brzuch. Rzucił ją tak, że wylądowała pod nogami Luka opartego o drewniane szczeble. Czerwonowłosa z trudem podniosła się z ziemi, zauważając, że trener bierze do rąk jeden z bambusowych kijów, które przygotowane były do treningu.
     Dwoje dzieciaków to dla niego żaden przeciwnik. Uczestnicy tego zdarzenia stali jak zamurowani, bali się zrobić jakikolwiek ruch.
,,Nikt nie ma prawa być tak traktowany" - dręczyła  się Czerwonowłosa.  Adrenalina sprawiła, że  obroniła się przed ciosem trenera i wymierzyła mu siarczysty policzek w twarz. Mężczyzna był zaskoczony, jednak nie było to rozsądne posunięcie ze strony Mii. Zachęciła tym Leona do dalszego działania. Kolejne uderzenie... w nastolatce coś pękło. Jej oczy zabłysnęły wściekłą czerwienią, a wokół niej i Luka pojawiła się ognista kula tworząca tarczę, wyglądała jak kopuła, a miała około 150 centymetrów wysokości i nieco więcej szerokości.
Klęczeli... w środku było dużo tlenu, a temperatura była w normie. Zaprzeczało to prawom biologii, a jednak istniało. Jedno było pewne; Mii udało się złamać potężną barierę Leona...
~Sagiri

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz